Duchowość "PRAWDZIWEGO ŻYCIA W BOGU"

Kilka refleksji mnicha, żyjącego klauzurowym kontemplacyjnym życiem modlitwy

 

Kiedy mnich po raz pierwszy przekracza klauzurę zwykle jest pełen zapału dla Boga i gotowy do wykonywania każdej pracy, jaka będzie mu w klasztorze zlecona. Widzi on te prace w kategoriach praktycznych. Rozumie, że jego służba nie polega na wchodzeniu w życie parafii i pomaganiu we wszystkich dobrych przedsięwzięciach podejmowanych przez konkretny kościół, ale dostrzega w swoim klasztorze praktyczne sprawy, które wymagają jego pracy: np. utrzymanie budynków, pomoc w gospodarstwie rolnym albo w ogrodzie, dbanie o księgozbiór, spełnia-nie obowiązków i udział we wszystkich potrzebnych pracach domowych. Zakłada on, że jego życie będzie polegało na spełnianiu tych praktycznych i widocznych prac wewnątrz klasztornej klauzury. Ale tam czeka na niego, i może on nie zdawać sobie z tego sprawy, aż sam nie stawi temu czoła: praca, zadanie, innej rangi: czujność, wytrwałość, wierność, kontemplacja i modlitwa, wyczekiwanie na Ducha Świętego, kiedy wydaje się, że wokół nic wielkiego się nie dzieje. W isto-cie mogłoby się nawet nieraz wydawać, że otoczenie zmierza w niewłaściwym kierunku, dąży wręcz do katastrofy. Mnich zaś ma za zadanie mocno trzymać się wiary oraz charyzmatu, jaki został mu powierzony i jaki ma kontynuować. Dla świata wykonywane przez niego zadania mogą nie być wcale żadną pracą. Nie będzie żadnej przesady w słowach przyglądających się mu, którzy powiedzą: „Nie robisz niczego! Powinieneś zająć się, czymś autentycznym”. Tymczasem to, co robi, to bardzo praktyczne duchowe zadania, wymagające wykonania z takim samym wysiłkiem, co przygotowanie posiłku, ścięcie trawy czy przygotowanie kaplicy na Eucharystię.

Może ktoś powie: „Dobrze, to naprawdę interesujące. Ale co w takim razie my, pozostający poza klasztorem, mamy do zrobienia?” Myślę, że to samo. Wszystko. Duchowość „Prawdziwego Życia w Bogu” jest to bowiem duchowość mnicha, ale przeznaczona dla każdego i osiągalna dla każdego, gdziekolwiek jest i w jakichkolwiek stanie żyje. Nawiązuje ona do tego, co mnisi robili na samym początku, przed siedemnastoma wiekami: wychodzili na pustynię, na poszukiwania. Spostrzegli tam coś, ku czemu byli prowadzeni, do czego tęsknili, w czym pokładali nadzieję. Znalazłszy tam Boga, spostrzegli, że droga ta nie jest przeznaczona tylko dla nich ani nawet nie jedynie dla wierzących, ale że Bóg jest dziedzictwem każdego człowieka. Świadek wiary, żyjący w klasztorze, często nie jest doceniany dziś ani w Kościele, ani w świecie, podobnie nie docenia się „Prawdziwego Życia w Bogu”. Obserwujemy to stale. To, co Orędzia proponują, o czym informują, przez wielu jest oceniane jako zbyt trudne, by to realizować. Możemy spotkać się ze zdumieniem i niezrozumieniem, o ile nie z całkowitą wrogością, gdy próbujemy dawać świadectwo. Ale ponieważ staramy się być wytrwali, mocni w wierze i popieramy to, co według naszego rozeznania jest prawdziwe i prawe – możemy być spokojni. Kroczymy pewnie naprzód, bo Słowa Pana umacniają nas w wierze i pogłębiają nasze życie duchowe. Staje się ono bogatsze i bardziej stałe niż wcześniej, gdy oddawaliśmy się tylko pracy. Przyjęcie „Prawdziwego Życia w Bogu” to nie jest pójście na łatwiznę ani nie jest to szukanie usprawiedliwienia dla braku sukcesu w świecie, to wskazanie prawdziwej drogi do chrześcijańskiej doskonałości. Jeżeli twoja grupa modlitewna nie tętni życiem tak, jak oczekiwałeś, jeżeli twoje życie modlitwy jest jak pustynia i jałowe, jeżeli twoje nadzieje i marzenia odnośnie do przyszłości są niewiele warte, jeżeli twoje wysiłki w pracy dla Boga nie przynoszą rezultatów, to nabierz otuchy. To dobra droga, jaka prowadziła już wielu idących przed tobą. Mów do nich, myśl o nich, podtrzymuj dialog z nimi, świętuj ich uroczystości, ciesz się ich towarzystwem, ich radą. Oni powiedzą ci, że to dobra droga. Idź nią dalej, postępuj naprzód. Dojdziesz w ten sposób do takiego zrozumienia i do takiej głębi, jak nigdy dotąd. Módl się, trwaj w wierze i karm się lekturą „Prawdziwego Życia w Bogu”. Chociaż jedno orędzie dziennie - jeżeli nie masz czasu na więcej i oczekuj na Niego. W Adwencie śpiewamy: „Choć wydaje się spóźniać, czekaj na Niego... On na pewno przyjdzie i nie spóźni się...” Gdy nic się nie dzieje i czujemy czasami jakiś niepokój i pragnienie, by opuścić głowę, nasz Pan pracuje w tym czasie w naszych sercach, przygotowując je na czas, który nadchodzi. Czas milczenia to czas, w którym Pan pracuje nad nami.

brat Andrzej